Staję na mchu, ściółce, sosnowych igłach, piachu. Cała uwaga spływa do podeszew moich stóp. Widzę stopami, czuję stopami. Mogłabym zacząć wypuszczać maleńkie korzonki. Energia w moim ciele przepływa z jednej stopy w drugą – uważnie. Czas, jak piasek w klepsydrze, przeciska się przez mały otwór ku wieczności. Z każdym krokiem od nowa. Ten moment styku, pozornego zespolenia, daje poczucie ukorzenienia. W tradycji chińskiej istnieje pojęcie „czterech godności”, to Stanie, Leżenie, Siedzenie i Chodzenie. Są to „godności” w tym sensie, że są sposobem na bycie w pełni sobą, na to, żeby czuć się jak w domu w naszych ciałach, w ich fundamentalnych trybach. Świadome chodzenie staje się zatem przeciwwagą do pewnego rodzaju bezdomności, bycia poza ciałem, wyrzekania się go. Może zatem „uziemienie” [ang. grounding, earthing] jest „udomowieniem”, albo „zadomowieniem”, czyli zamieszkaniem na powrót w swoim ciele, zaakceptowaniem tego adresu. Ten prosty gest sprawia, że dom na nowo staje się azylem, dając dostęp do tego, co pozaumysłowe. Przypomina o naszym pochodzeniu, o którym w świecie postępu i technologii tak łatwo zapomnieć. Koi, tak samo, jak zdezorientowanemu noworodkowi, przynosi uspokojenie dotyk skóry matki. Otwiera zapomniane przestrzenie cielesności, a co za tym idzie intuicji, wiedzy starszej niż my sami.