„Opowieść tę usłyszałem od Rosi Sunya Kjolhede, której Mowy Dharmy wysłuchałem ostatniego dnia odosobnienia medytacyjnego w ośrodku zen. Rosi opowiedziała historię, którą jej z kolei przekazał pewien Azjata, a który usłyszał ją od zachodniego podróżnika Richarda Wilhelma, który na początku XX wieku podróżował po Chinach.

Wilhelm trafił do pewnego regionu, który borykał się z suszą. Mieszkańcy wsi, w której gościł posłali po zaklinacza deszczu. Gdy go sprowadzili zapytali się go, co mu potrzeba, aby mógł wykonać swoje zadanie. Ten odpowiedział, że wystarczy mu odosobniona pusta chata, w której nikt nie będzie mu przeszkadzał. Mieszkańcy odpowiedzieli, że jak najbardziej są w stanie sprostać jego prośbie. Zaklinacz deszczu zamknął się w chacie i nikt nie widział go przez kolejne trzy dni. Po trzech dniach przyszły upragnione deszcze. Nie były to jednak deszcze nawalne wypłukujące glebę i grożące powodzią, ale takie,

które drobnym i długotrwałym opadem dobrze wsiąkają w wysuszoną i zaskorupioną ziemię. Nasz podróżnik Richard Wilhelm postanowił spotkać się z zaklinaczem deszczu. Wspominał, że stał przed nim mały Chińczyk. Zapytał się go, co takiego zrobił, że deszcz spadł. Zaklinacz deszczu odpowiedział, że w zasadzie nic takiego. Gdy przybył do tej okolicy poczuł w sobie silną nierównowagę energii żywiołów tych stron objawiającą się suszą. Zamknięty w chatce przez trzy dni odosobnienia po prostu w ciszy przywracał równowagę energii w sobie samym. Gdy przywrócił równowagę energii w sobie, ta została przywrócona w regionie, ponieważ wg nauk buddyjskich i tao nie istnieje rozdzielenie pomiędzy światem wewnętrznym i zewnętrznym”.

Tomasz Nakonieczny



Przypowieść o zaklinaczu deszczu, znaleziona przypadkiem, staje się uniwersalną opowieścią o poszukiwaniu siebie w kontekście współczesnej rzeczywistości. Czy należymy do cywilizacji, czy jesteśmy jednak elementem natury? Czy faktycznie istnieje wymiar duchowy naszego bytu, czy jest to jedynie panaceum dla przeciążonych tempem życia mas? Według wierzeń Dalekiego Wschodu jesteśmy zwierciadłem wszechświata. Wszystko, co istnieje, ma swój bliźniaczy pierwiastek w nas. Rzeczywistość staje się tym samym projekcją tego, co wewnętrzne. Czy zatem starając się odnaleźć wewnętrzną równowagę i godząc się z naszą ludzką tożsamością, jesteśmy w stanie odwrócić bieg rzeczy u schyłku istnienia życia na planecie, jakie znamy?


Podczas pracy nad projektem przez kilka tygodni towarzyszył mi rejestrator dźwięków. Nagrywałam dźwięki wydawane przez wodę w moim najbliższym otoczeniu oraz w miejscach, w których przebywałam w celu realizacji projektu lub zupełnie z nim niezwiązanych. Zebrane dźwięki podzieliłam na te, które płynęły z naturalnych źródeł (szum i dudnienie deszczu, szemranie potoku, plusk rzecznej fali uderzającej o brzeg oraz odgłosy cielesne jak dźwięk przepływającej przez gardło połykanie wody ,czy wydalanej z organizmu przy oddawaniu moczu ) oraz takie, które na skutek działania cywilizacji zostały wtłoczone w mechaniczne ramy (woda przelewająca się w pralce automatycznej, lecąca z kranu, szumiąca w zmywarce, wytryskująca z miejskiej fontanny). Stało się to punktem wyjścia do stworzenia zmodyfikowanej kompozycji dźwiękowej, stanowiącej trzon mojej pracy.


Aby dać wyraz mowie wody i pozwolić jej zamanifestować się wizualnie, wykorzystałam zjawistko cymatyki. Zebrane dźwięki pod postacią fal dźwiękowych ujawniają się na tafli wody, niczym wiadomość zaszyfrowana kodem.

Equilibrium, istalacja dźwiękowa, wykorzystująca zasady cymatyki, projekcja audio-wideo z projektora umieszczonego na suficie, postument (wys. 10cm, śr. 100cm), wizualizacja, 2024.